Wywiad z Prezesem Fakro - warto poczytać
Wywiad z Prezesem Fakro - warto poczytać

Z Prezesem firmy FAKRO Ryszardem Florek rozmawiała Krystyna Naszkowska „Gazeta Wyborcza”

Krystyna Naszkowska: Ma pan 50 proc. polskiego rynku okien dachowych, 60 proc. ukraińskiego, 45 proc. rosyjskiego. Czy nie mógłby się pan tym zadowolić? Musi pan walczyć o rynek unijny? To pierwszy w historii przypadek, by firma z Europy Wschodniej oskarżyła przed Komisją Europejską firmę ze starej Unii o utrudnianie rozwoju.

Ryszard Florek, właściciel firmy Fakro:- Musimy, bo jak się zatrzymamy, to nasz konkurent Velux odbierze nam to co zdobyliśmy. Tak to jest w biznesie, kiedy walczy się z monopolistą. Do tej pory Velux był we wszystkich krajach świata numerem jeden. Miał co prawda lokalnych konkurentów, ale żadnego nie traktował poważnie, bo żadnego nie było stać na intensywny rozwój. Więc pozwalał im egzystować. Nazywało się, że jest jakaś konkurencja. Natomiast myśmy stali się pod względem jakości, rozwiązań technicznych nie tylko równi ale nawet lepsi od Veluxa. Bo kiedyś Velux miał 80 proc rynku polskiego, a dzisiaj my mamy 50 proc., a Velux 30. Staliśmy się więc konkurentem rzeczywistym, a nie malowanym, który może z Veluxem rzeczywiście konkurować. Takim polem ostrej konkurencji stały się rynki krajów Europy Wschodniej, na których obroty wzrastają co roku nawet o kilkadziesiąt procent. Stanowią one jednak zaledwie 10% rynku europejskiego. Velux dotuje sprzedaż swoich produktów we Wschodniej Europie, powodując spadek naszej zyskowności, tym samym ograniczanie naszego rozwoju na tych rynkach, ale też równolegle - niedozwolonymi przez prawo wspólnotowe metodami - utrudnia nam funkcjonowanie na rynkach Europy Zachodniej. Tymczasem, tylko rzeczywista obecność na rynkach Europy Zachodniej może dać - tak bardzo pożądany z punktu widzenia każdej dużej firmy, firmy globalnej - tzw. efekt skali, który w naszej branży ma znaczenie na trzech newralgicznych etapach: projektowania produktu - koszty badań rozwoju i wdrożeń), produkcji - automatyzacja produkcji i jej powtarzalność pozwala na elastyczne negocjacje cen zakupu surowców do produkcji oraz dystrybucji. W tym ostatnim aspekcie efekt skali, warunkowany wprost stopniem udziału w danym rynku, przynosi największe korzyści, bo - na przykład - przy 10-procentowym udziale koszty dystrybucji wynoszą około 30% ceny produktu, zaś przy 80-procentowym udziale w rynku można obniżyć je do 15% - przy modelu sprzedaży narzuconym przez Velux. Obecnie z efektu skali korzysta tylko i wyłącznie nasz konkurent - my też chcemy z niego korzystać, stąd konieczność naszej znaczącej obecności na rynkach Europy Zachodniej, bo tylko ona umożliwia nam bycie konkurencyjnym w Polsce i na rynkach Europy Wschodniej.

Krystyna Naszkowska: Twierdzi Pan, że macie 17 proc. udziałów na rynku globalnym. Jak pan to obliczył?

Ryszard Florek: W oparciu o wielkość sprzedaży innych firm. Te liczby uzyskaliśmy od firm zajmujących się badaniami rynku. Na 100 okien sprzedawanych na świecie 17 pochodzi z Fakro. Krystyna Naszkowska: Jak do tego doszło? Oni mieli kapitał, najbardziej słynne okna na świecie, renomę, doświadczenie i 80 proc. rynku. A pan miał głównie ambicję. Zaczynał pan w 1991 r., nie mając żadnego doświadczenia w tej dziedzinie. Ryszard Florek: Oooj, tak bym nie powiedział. Do produkcji okien dachowych zacząłem się przygotowywać przynajmniej od 1978 r. Jeszcze byłem studentem Politechniki Krakowskiej wydziału Budownictwa Lądowego. Krystyna Naszkowska: Już pan wiedział, że będzie robił okna? Bo rozumiem, że po ojcu, który miał w PRL zakład stolarski odziedziczył pan ciągoty do prowadzenia własnego biznesu. Ryszard Florek: Na moją decyzję wpływ miało kilka rzeczy, w tym również rodzinne tradycje. Może nie wiedziałem wtedy, że będę robił okna, ale brałem to pod uwagę. Od tego momentu cały czas zbierałem informacje, badałem rynek, poszerzałem swoją wiedzę. Po studiach, w oczekiwaniu na dom w Nowym Sączu, zostałem na uczelni chyba na 2 lata, czy półtora roku. Ułatwiało mi to wyjazdy za granicę w ciągu wakacji i dorabianie. Remontowałem mieszkania. Właściciele wyjeżdżając na urlop zostawiali mi klucze i wracali na gotowe. Zarabiałem w Niemczech na własny dom. Wtedy w Nowym Sączu budowano osiedle szeregowych domków jednorodzinnych i ja sobie taki domek zaklepałem. Po przeprowadzeniu do Nowego Sącza wspólnie z Krzysztofem Kronenbergerem założyliśmy firmę transportową. To był rok 1984. Równolegle z kolegą ze studiów Jackiem Radkowiakiem budowaliśmy zakład stolarski Florad w Tymbarku, bo ja pochodzę z Tymbarku.

Krystyna Naszkowska: Zakład stolarski od razu zaczął robić okna?

Ryszard Florek: Nie, gdy zaczynaliśmy w Polsce był jeszcze komunizm, a na okna pionowe czekało się parę lat. O dachowych w ogóle nie marzono. My postanowiliśmy stworzyć nowy zakład stolarski, na wzór zachodni, bo polski standard uznaliśmy za niski. Najpierw więc ściągnęliśmy maszyny z Niemiec i robiliśmy to, co można było wtedy sprzedać na rynku: boazerie, bramy, podłogi i inne rzeczy stolarskie. Zakład pracował na siebie i dalszy rozwój. Był to już wówczas największy i najnowocześniejszy prywatny zakład stolarski w Polsce. Rozpocząłem pracę nad stworzeniem okna dachowego. W branży okien dachowych na rynku nie ma gotowych elementów, które są na przykład dostępne w branży okien pionowych. Tu każdy producent musi je stworzyć sam: okucia, uszczelki, oprzyrządowanie itd. A w oknie dachowym tych elementów jest aż ponad trzysta. Seryjną produkcję okien dachowych uruchomiliśmy kilka lat później, w 1991 r.

Krystyna Naszkowska: Skąd pan wziął pierwsze pieniądze na tamten zakład?

Ryszard Florek: Z firmy transportowej i z pracy dorywczej w Niemczech, Wyjeżdżałem jeszcze jako student w czasie wakacji i później. Nigdy nie byłem dłużej niż trzy miesiące. Ale przez trzy miesiące w Niemczech można było coś zarobić, w coś zainwestować np. kupić maszyny. Wiele maszyn do obróbki drewna przywiozłem do Polski i sprzedałem tutaj z zyskiem. Zarabiałem też na przywożeniu okien dachowych do Polski. Byłem chyba pierwszym importerem okien Veluxa do Polski. Wspólnik podobnie jeździł, ale on do Anglii i Szwecji. Zarabialiśmy pieniądze i każdą złotówkę od razu inwestowaliśmy. A potem maszyny stolarskie zaczęły zarabiać.

Krystyna Naszkowska: Ale zakład Fakro w Nowym Sączu powstał już bez pana Jacka Radkowiaka.

Ryszard Florek: Jak to w spółkach, są różne koncepcje dalszego rozwoju. Dla wspólnika w pewnym momencie ważnym stała się budowa domu w Krakowie, gdyż miał liczniejszą rodzinę. Natomiast ja chciałem więcej inwestować w firmę, chciałem w końcu zabrać się za te okna. Był rok 1990, zmienił się system, Velux zaczął reklamować się w Polsce, zaczęły powstawać inne firmy produkujące okna dachowe jak Okpol, czy Ortis. Doszedłem do wniosku, że albo przyspieszymy, albo temat trzeba odpuścić. Więc Jacek wziął na siebie odpowiedzialność za prowadzenie i rozwój firmy Florad, a ja - już w Nowym Sączu - założyłem drugą spółkę, właśnie Fakro, z żoną Krystyną i wspólnikiem z firmy transportowej, Krzysztofem Kronenbergerem. Florad nadal produkuje elementy drewniane dla Fakro. Krystyna Naszkowska: Wcześniej żona z panem nie pracowała? Ryszard Florek: Nie i to był błąd. Gdy budowaliśmy zakład w Tymbarku, wyjeżdżałem o świcie, wracałem o godzinie 23 do domu, a jak trzeba było ze wspólnikiem omówić kolejne inwestycje to czasami i o drugiej nad ranem. Bo wspólnik się bał, że przeinwestujemy. Małżonka ciągle narzekała, że w ogóle mnie w domu nie ma. Więc jak zakładałem drugą spółkę to pomyślałem, że może trzeba żonę wciągnąć, będziemy więcej razem, przestanie narzekać na moje późne powroty. I to był fantastyczny strzał, ponieważ żona bardzo się zaangażowała w firmę, nawet nie wiem czy nie bardziej niż ja - przejęła sprawy zarządzania, finansów, kadr i informatyki. Te rzeczy, które dla mnie były obce, musiałbym się tego uczyć, bo ja byłem dobry technicznie. A trzeci wspólnik, który zajmował się logistyką, był również... „języczkiem u wagi”, gdy podejmowaliśmy wszelkie decyzje.

Krystyna Naszkowska: Tu były Sądeckie Zakłady Naprawy Autobusów.

Ryszard Florek: Ten zakład splajtował jako jeden z pierwszych w nowej Polsce. Przyszedł syndyk i potrzebował pieniędzy na wypłatę dla załogi, to odsprzedawał nam kawałeczek po kawałeczku. Potem tego było mało, zaczęliśmy budować. Teraz mamy 8 zakładów, 4 w Polsce: Florad, Stolart, Rudnik, Mielec, dwa na Ukrainie, jeden w Rosji, jeden w Chinach a organizujemy jeszcze w Czechach, Niemczech i USA.

Krystyna Naszkowska: To jak się panu udało pokonać Veluxa - największą firmę w tej branży na świecie?

Ryszard Florek: Trochę wynika to z naszego charakteru: nie lubimy się poddawać. Jak ktoś nam rzuca kłody pod nogi to tym bardziej chcemy wygrać. Z drugiej strony cały czas inwestowaliśmy, a nie konsumowaliśmy. Do dziś mieszkam w tej samej szeregówce w Nowym Sączu, którą odkupiłem od spółdzielni, jeżdżę przeciętnym samochodem. Właściwie całe zyski, całe 100 proc. przeznaczamy co roku na rozwój firmy. Mieliśmy też szczęście z tymi zakładami sądeckimi, bo szybko mogliśmy powiększać Fakro. Jak trzeba było zwiększać produkcję, bo hala była już za mała, to nie musieliśmy starać się o zgodę na budowę nowej, tylko kupowaliśmy od syndyka i adaptowaliśmy następną halę zakładów samochodowych. To ważne, bo w takim wyścigu liczy się czas.

Krystyna Naszkowska: O wojnie Fakro z Velux mówi się, że mała pirania ugryzła w tyłek wielkiego leniwego wieloryba i spory kawałek mięsa mu wyjadła, zanim wieloryb się zorientował. A jak się wreszcie zorientował i zaczął się bronić to pirania zaczęła krzyczeć, że wieloryb ją gryzie. Pan jest bardzo obrotnym człowiekiem i skutecznym graczem. Może to jest klucz do pana sukcesu?

Ryszard Florek: Ja graczem?... Sądzę, że jestem rzetelnym przedsiębiorcą, który w sposób przemyślany potrafi podjąć ryzyko biznesowe..

Krystyna Naszkowska: Powiedział pan, że Velux ma teraz 30 proc. polskiego rynku. Skąd Pan to wie?

Ryszard Florek: Na podstawie danych finansowych, które są w sądach złożone. To są absolutnie dobre dane.

Krystyna Naszkowska: A może po prostu Velux w porę nie zorientował się z jak groźnym konkurentem ma do czynienia? Zlekceważyli pana.

Ryszard Florek: To prawda. Po rozpadzie bloku wschodniego we wszystkich tych krajach powstawały firmy, które chciały robić okna dachowe. I po paru latach niemal wszystkie padły, z kilkunastu firm jakie powstały po 1989 r. do dziś przetrwały chyba trzy. Są firmami lokalnymi, nie zagrażają Veluxowi. Więc nami się też na początku nie przejęli. Wiem, że tu do Sącza przyjeżdżali, fotografowali zakład, liczyli ciężarówki. Dopiero w momencie kiedy odkryli zakład w Tymbarku od razu obniżyli w Polsce ceny o 30 proc. I wtedy po raz pierwszy zaczęła się taka mała wojenka. Historia cen Velux w Polsce wygląda tak: jeszcze w 1993 r. ich ceny były wysokie, bo sprzedawali u nas okna przywożone z Węgier czy z Niemiec po cenach europejskich. Obniżyli ceny w 1994 r. kiedy my weszliśmy już mocno na rynek, a w 1995 r. praktycznie zrównali ceny z naszymi. My od razu wystartowaliśmy z produktem na porządnym europejskim poziomie, na poziomie niemieckim. Daliśmy dobrą jakość i szybkość realizacji zamówień. I niższe koszty, bo mieliśmy własny zakład obróbki drewna, własny zakład obróbki blach, własne narzędzia do zawiasów. Mieliśmy to wszystko w jednych rękach. Czyli nie było pośredników. Nie było dyskusji. Było szybkie podejmowanie decyzji. Mieliśmy od razu moce przerobowe. Jeszcze nie produkowaliśmy okien, a potencjał już mieliśmy zdecydowanie większy niż Okpol czy Ortis. Ponieważ trochę dłużej siedziałem w tych zagadnieniach, niż oni, mieliśmy wiele własnych rozwiązań. Rozmawiałem z wieloma dekarzami w Niemczech, radziłem się jaki typ okien najbardziej dekarzom i klientom odpowiada. Te rozwiązanie najbardziej lubiane i znane przez dekarzy stosowałem.

Krystyna Naszkowska: Ale po prostu zerżnął pan te rozwiązania od Veluxa. Można tak?

Ryszard Florek: Velux też nie był pierwszy na rynku, gdy tworzył swój produkt. Tez korzystał z innych rozwiązań, udoskonalał je i opatentowywał. My też, kiedy patent się skończył, udoskonaliliśmy zawias Veluxa, tak by spełniał wymagania antywłamaniowe i to rozwiązanie opatentowaliśmy. W ten sposób rozwija się technika. Przestudiowałem wówczas dokładnie okna czterech innych producentów obecnych wówczas na rynku niemieckim i z każdego z nich wybrałem to na czym najbardziej zależało klientom i dekarzom. Chciałem aby okna Fakro były jak najbardziej odmienne od produktów znajdujących się na rynku i zaspakajały te potrzeby klientów, których nie zaspakajał żaden z konkurentów. Velux miał zaryglowanie u góry, więc my zastosowaliśmy zamknięcie u dołu bo to się bardziej podobało klientom. Velux produkował okna ze zwykłym szkłem i nielakierowane, a my wprowadziliśmy okna solidnie polakierowane i standardowo wyposażone w szybę hartowaną. Velux miał niepraktyczna klapę, my wprowadziliśmy nasz opatentowany nawiewnik w górnej ościeżnicy nie ograniczający światła oraz opatentowany przez nas system montażu. Rzeczą, którą miał Velux dobrą to była konstrukcja zawiasu. A ponieważ patent wygasł i to rozwiązanie stało się własnością publiczną i skorzystaliśmy z niego. Dlaczego mieliśmy nie skorzystać z niej, skoro była dobra i m.in. dzięki temu powstał najlepszy produkt na rynku – okno dachowe Fakro.

Krystyna Naszkowska: Co dokładnie zarzucacie konkurencji?

Ryszard Florek: Jest w prawie europejskim artykuł 82, zakazujący pewnych praktyk firmie, która ma pozycję dominującą na rynku, czyli ma tak dużą siłę na rynku, że jeżeli by na nią nie nałożyć żadnych ograniczeń, to by była monopolistą do końca świata i jeszcze dłużej. Ten artykuł wprowadzono, bo Unia chce rozwoju Europy, a rozwój Europy, to rozwój konkurencyjności. My tylko zgłosiliśmy, że Velux łamie to europejskie prawo. Krystyna Naszkowska: Na przykład jakie praktyki są niedozwolone? Ryszard Florek: Np. rabaty roczne - progresywne, czyli rabaty dawane od rocznej wielkości sprzedaży. A Velux je stosuje. Każda firma daje jakieś upusty, one są dozwolone, ale tylko te, które są związane z kosztami, które ponosi dostawca. Czyli jeżeli ktoś kupuje u nas jedno okno, a my w cenie mamy dostawę do klienta, to im więcej kupi, tym cena jednego okna będzie niższa, bo koszty transportu się rozłożą. Natomiast rabat roczny jest ustalany od rocznego obrotu. On nie jest związany z kosztami, to element polityki. A jaką politykę może mieć monopolista? Żeby nie dopuścić konkurenta. To obniżanie rabatu rocznego jest rodzajem kary spotykającej dystrybutora., który dotychczas handlował oknami Veluksa, a teraz chciałby też sprzedawać nasze okna. Jeśli - na przykład - ktoś sprzedawał rocznie za 3 mln euro okien Veluxa to dostawał 3 proc. rabatu od całości, jak sprzedał za 2 mln to rabat wynosił już nie 3 tylko - na przykład - 1 proc. To oznacza, że jeśli teraz dystrybutor postanowi sprzedawać też nasze okna to oczywiście zmniejszy mu się sprzedaż okien Velux i już sprzeda ich nie za 3 mln euro, tylko za 2 mln. Automatycznie dostanie znacznie mniejszy upust - w tym przypadku nie 60 tys. euro lecz 20 tys. euro. Tym samym strata 40 tys. euro stanowi swoistą karę za to, że wprowadził do sprzedaży okna innego producenta. Z firmy posiadającej pozycję dominującą dystrybutor nie zrezygnuje, bo się boi, że z nowym dostawcą nie osiągnie od razu takiego obrotu. Dlatego roczne rabaty progresywne są dla firm dominujących zabronione artykułem 82 „Traktatu Unii Europejskiej”, bo to już nie jest wolny rynek, gdy dystrybutor boi się producenta-monopolisty.

Krystyna Naszkowska: Ale pan sam stosuje rabaty roczne?

Ryszard Florek: Tak, nauczyliśmy się od innych. Ale mniejsze firmy mogą, gdyż wówczas taki rabat jest elementem motywacji i nie szkodzi konkurencji. Bonusy roczne są dopuszczone dla firm, które konkurują ze sobą jak równy z równym. Natomiast są zabronione dla firm-monopolistów, bo stosowane przez nie, mają nie tylko funkcje motywacyjną, lecz również ograniczają dostęp do rynku mniejszym producentom.

Krystyna Naszkowska: Jakieś inne przykłady na niedozwolone praktyki Veluxa?

Ryszard Florek: W Niemczech klient przyszedł do składu z oknami i chciał kupić nasze okna. A sprzedawca obniżył mu cenę okien Veluksa o 10 proc. w zamian za odstąpienie do kupna naszych. Mamy dokument, w którym jest jasno napisane, że klient dostaje obniżkę na okna Veluks w zamian za zrezygnowanie z zakupu okien Fakro, w sumie o 450 euro. W Rosji były przypadki szantażowania dystrybutorów wycofaniem z ich składów okien Veluksa, jeśli będą też handlowali oknami Fakro.

Krystyna Naszkowska: Czuje się Pan zagrożony?

Ryszard Florek: Jak widać, zagrożony czuje się Velux, bo musi łamać prawo, by móc z nami konkurować. Natomiast prawdą jest, że walczy z nami silna grupa VKR, która ma dwa razy więcej zysku, niż my obrotu. Uznali, że nasz poziom rozwoju jest za wysoki, zbyt niebezpieczny dla nich i rozpoczęli bezwzględną grę, nawet łamiąc prawo unijne. Ponieważ jesteśmy w Unii Europejskiej, postanowiliśmy walczyć o przestrzeganie prawa. Zagrożeni mogą być Roto i inni mniejsi producenci, bo oni te praktyki odczuwają bardziej, niż my. Dla firmy nr 2 na świecie, a taką jest Fakro, zawsze jest miejsce na globalnym rynku. Krystyna Naszkowska: Ma pan dobrych prawników? Ryszard Florek: Myślę, że tak – korzystamy z najlepszych w Polsce. To jest pierwsza sprawa tego typu przed Komisją Europejską, wniesiona przez producenta z nowych krajów członkowskich UE. My najpierw, w połowie stycznia 2007, poinformowaliśmy o tym nasz Urząd Antymonopolowy. Zebraliśmy materiał, przedstawiliśmy dowody. Ale polski Urząd zauważył, że większość spraw dotyczy krajów UE, a ponadto ustalił, że rynkiem właściwym na którym określa się pozycję dominującą dla okien dachowych jest rynek Unii Europejskiej. W związku z tym kompetentnym organem do załatwienia sprawy jest Komisja. Urząd przesłał więc nasze materiały do Komisji.

Krystyna Naszkowska: Ale pan i tak złożył swoje do Komisji?

Ryszard Florek: Wysłaliśmy pismo z prośbą o przyspieszenie załatwienia tej sprawy. Mamy prawników w Brukseli, którzy analizowali sprawy podobne. Zebrali przykłady rozstrzygnięć Komisji adekwatne do naszej sytuacji, żeby pomóc Komisji w rozstrzygnięciu. Krystyna Naszkowska: A jeśli Pan przegra? Ryszard Florek: Nie ma takiej możliwości, by KE uznała działania Veluksa za dozwolone. Możemy tylko mówić o większym lub mniejszym sukcesie. Myśmy zgłosili do Komisji kilkanaście przykładów naszym zdaniem niedozwolonych praktyk i do każdego z nich Komisja musi się odnieść, ocenić czy narusza on artykuł 82 czy nie. Być może w paru przypadkach Komisja uzna nasze dowody za nadające się do rozpatrzenia na drodze sądowej jako nieuczciwej konkurencji, a nie działania naruszające art. 82.

Krystyna Naszkowska: Wierzy pan w Komisję? Że rzetelnie i w miarę szybko uzna pana rację?

Ryszard Florek: Rzetelnie tak, w miarę szybko - raczej nie. Kiedy Komisja mówi, że to ciekawa sprawa czyli z wieloma przypadkami się nigdy jeszcze nie spotkała, nie ma wydanych na ten temat orzeczeń to znaczy, że potrzebuje czasu na dokładne rozpatrzenie sprawy. Dlaczego pani Nelli Krus, która Rządowi RP zabrania dotowania stoczni, miałaby pozwolić dopłacać grupie VKR do firm dystrybuujących Velux w Europie Wschodniej, które sprzedają poniżej kosztów, aby - docelowo -zdominować ten rynek, a potem korzystając z przewagi, jaką da im efekt skali, utrzymać monopol. Skoro Komisja Europejska orzekała już w sprawie wielu firm dominujących, że progresywne bonusy roczne sa im zabronione, to dlaczego miałaby na to pozwalać Veluxowi.

Krystyna Naszkowska: Czuje się pan piranią?

Ryszard Florek: Nie, chcemy robić swoje, godnie żyć w Europie, nie czuć się drugim garniturem przedsiębiorców. W naszej branży ważna jest skala produkcji, bo im większa skala, tym koszty produkcji niższe. Otwiera się rynek wschodni więc walczymy o Rosję, w przyszłym roku wybudujemy fabrykę w USA, bo tam jest tańsza produkcja i będziemy walczyć o rynek amerykański. A stara Unia też jest bardzo ważna, bo właśnie wymienia okna dachowe montowane w latach 70., głównie we Francji i Niemczech, na nowe. Jest o co walczyć. Velux dał nam jasno do zrozumienia, że nie chce konkurencji, a my jemu - że powalczymy. Chcieli nas wykupić kiedy się zorientowali jak bardzo już urośliśmy.

Krystyna Naszkowska: Dlaczego pan nie sprzedał?

Ryszard Florek: Można by było wziąć pieniądze, żona czasem na ten temat żartowała, że chce mieć wreszcie święty spokój. Nawet przez chwilę się zastanawiałem. Ale - jakby to powiedzieć - Fakro budowali nie tylko współwłaściciele lecz również pracownicy i dystrybutorzy, a oni nam nadal wiernie kibicują. Gdybyśmy nie widzieli żadnych szans w tej walce, to być może odpuścilibyśmy. Można przecież robić inne rzeczy - równolegle rozwijamy produkcję schodów strychowych, kolektorów słonecznych, membran dachowych i innych produktów, które pomagają nam obniżać koszty dystrybucji. Produkcję schodów rozpoczęliśmy pięć lat temu. Za 2 lata mamy szansę być liderem światowym. Może nawet szybciej, wszystko zależy od kursu złotego i opłacalności eksportu. Robimy schody w dwóch zakładach w Polsce oraz w zakładzie w Chinach i na Ukrainie. Dla rynku amerykańskiego będziemy robili w USA. Na rynku schodów jest nam łatwiej, bo nie ma monopolisty. Widzimy szansę skutecznego konkurowania z Veluxem, mamy lepsze rozwiązania szczególnie w zakresie bezpieczeństwa i antywłamaniowości, wiele rozwiązań, których nie oferuje Velux, dobrych ludzi, ponad 30 zgłoszeń patentowych. Dlatego nie odpuszczamy. Walczymy nie ceną lecz jakością i innowacyjnością oraz odmiennością, realizując te potrzeby klientów, których nie realizuje monopolista.

Krystyna Naszkowska: Za pięć lat ile okien na 100 wyprodukowanych na świecie będzie pochodziło od Fakro?

Ryszard Florek: To zależy od Komisji Europejskiej, także od siły złotówki, ale gdyby Velux respektował prawo unijne i nie utrudniał nam rozwoju, na pewno już dzisiaj byłoby to 30 okien. Dzięki temu moglibyśmy mieć niższe koszty produkcji i dystrybucji, a zatem więcej płacić pracownikom, których pensje mogłyby się bardziej zbliżyć do pensji europejskich, co też jest bardzo ważnym skutkiem efektu skali, o którym wcześniej wspominałem.

do góry
Projekt i wykonanie: Gabiec.pl
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl